Przejdź do głównej zawartości

„Upadasz? Krzyczysz? To właśnie jest Twój moment”

 „Na końcu wszystko będzie dobrze. A jeśli nie jest dobrze, to znaczy, że to nie jest koniec.” – John Lennon

Tak, fajny cytat. Obietnica, że wszystko się ułoży. 

Ale wiesz co? Jest częściowo błędny. 

Bo dobrze nie zawsze wygląda tak, jak sobie wyobrażamy

Nie zawsze przychodzi ciepłe, przyjemne, poukładane. Czasem przychodzi przez chaos. 

Przez ból. 

Przez momenty, których świadomie nie chcieliśmy, których nie widzieliśmy, a podświadomie pragnęliśmy.

Czasem dobrze przychodzi jako ciemność, która wgryza się w Twoje ciało. Jako cisza, która krzyczy w Twojej głowie. Jako brak oddechu, który przypomina Ci, że wciąż żyjesz, choć ledwo. Może wyglądać jak cofanie się, jak strata wszystkiego, co kochasz. Jak świat, który wali Ci się na głowę i nie daje chwili wytchnienia. 

Może boleć tak, że myślisz, że serce wyskoczy z piersi. 

Może sprawić, że poczujesz się samotny, zagubiony, zupełnie na dnie. 

I wiesz co? 

Masz do tego prawo. Masz prawo na chaos, niezrozumienie, upadki i błędy.

Bo w tym całym chaosie rodzi się coś nowego - choć dziś tego nie widzisz. 

Choć dziś wydaje Ci się, że wszystko wali się na kawałki. 

Choć dziś myślisz, że już nie dasz rady. Choć dziś chcesz uciec, zniknąć, przestać czuć.

Nie przestawaj iść. 

Nawet jeśli każdy krok pali jak ogień w mięśniach. 

Nawet jeśli nogi ugina Ci się pod ciężarem wszystkiego, co wydarzyło się w Twoim życiu. 

Nawet jeśli masz ochotę rzucić wszystko i po prostu zniknąć. 

Bo jeśli staniesz, cofamy się. Cofamy się do bólu, który miażdży i paraliżuje. 

Cofamy się do strachu, który pożera od środka. 

Cofamy się do momentu, w którym zapominamy, że mamy w sobie coś, co jeszcze się trzyma.

Dobrze może wyglądać inaczej niż myślisz. 

Może przyjść w formie, której nie chciałeś, której nie rozumiesz. 

Może przyjść przez ludzi, którzy zawodzą. Przez rzeczy, które tracisz. 

Przez momenty, które wydają się bezsensowne. 

Może przyjść przez samotność, przez niepewność, przez poczucie, że świat Cię zostawia. 

Ale jeśli dasz sobie czas, jeśli nie odpuścisz - właśnie w tym chaosie rodzi się Twój nowy świat, Twoje nowe „dobrze”.

Nie bój się błędów. 

Nie bój się upadków. 

Nie bój się nie rozumieć. 

Nie bój się płakać, krzyczeć, leżeć w nocy, kiedy ściany wydają się zbliżać do siebie, kiedy każda myśl w głowie pali jak ogień. 

To wszystko jest częścią drogi. To wszystko jest częścią Twojej siły.

Wyobraź sobie ciemny pokój. Stoisz tam sam, a w głowie krzyk: „nie dam rady, to za dużo, chcę uciec”.

 I wiesz co? To jest dokładnie moment, w którym powstaje Twoja siła. 

Każde drżenie w ciele, każda łza, każdy skurcz w żołądku - to dowód, że wciąż walczysz, że jeszcze nie poddałeś się całkowicie.

Na końcu wszystko może być dobrze. A jeśli teraz nie jest - to nie koniec

Jeszcze nie dziś, jeszcze nie teraz. 

Ale jeśli idziesz, jeśli nie przestajesz, jeśli wciąż oddychasz i czujesz - Twój koniec staje się początkiem.

Idź. 

Upadaj, wstawaj, przewracaj się, płacz, krzycz, wątpisz, gubisz się – ale idź

Bo tylko idąc, nawet w chaosie, tworzysz drogę. Tworzysz swoje „dobrze”, swoją siłę, swoje przetrwanie, choć dziś wygląda to jak rozpacz.

Nie czekaj, aż będzie łatwo. 

Nie czekaj, aż wszystko zrozumiesz. 

Nie czekaj, aż poczujesz gotowość. 

W tym chaosie, w tym bólu, w tej ciemności - już tworzysz historię, która będzie Twoja

Każdy drżenie, każdy upadek, każda łza - to dowód, że jeszcze walczysz.

Wiesz, co jest prawdziwe? 

Że jesteś w ruchu. 

Że oddychasz. 

Że czujesz. 

Że jeszcze masz w sobie iskrę, która mówi: „nie poddam się całkowicie”. 

To jest Twoja siła. To jest Twój moment. To jest Twoje życie w ogniu, w chaosie, w niezrozumieniu.

I w tym wszystkim - w upadkach, w bólu, w niepewności - tu rodzi się Twoje nowe „dobrze”

Poczuj je. Chwyć je. 

I idź dalej, choćby w ciemności, choćby drżącymi nogami, choćby z łzami w oczach. 

Bo każdy krok, choćby najmniejszy, tworzy Twoje nowe życie.

Nie zostawaj sam. Nie uciekaj. Nie odpuszczaj. Bo jeśli przestaniesz iść - wszystko, co masz, zacznie się cofać.

Ale jeśli idziesz, choćby drżąc, choćby nie rozumiejąc, choćby w bólu - jesteś już zwycięzcą.

I pamiętaj: to nie musi wyglądać tak, jak myślisz


Może być inaczej. Może być więcej. Może być lepiej. Może przyjść w formie, której dziś nie dostrzegasz. 

Ale jeśli nie przestajesz iść, jeśli wciąż oddychasz, jeśli wciąż czujesz, to dobrze - prawdziwe, Twoje, budowane krok po kroku - już nadchodzi.

Więc idź. 

Nie przestawaj. 

Nie bój się. 

Nie czekaj.

Bo nawet w chaosie, w bólu, w ciemności - Twój ruch tworzy światło, Twój krok tworzy siłę, Twój oddech tworzy życie.

I w tym wszystkim - to, co nadchodzi, może być inne, może być nowe, może być piękne… 

i może jest Twoje.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Nie musisz być sumą swoich błędów

 „Mogę zaakceptować porażkę – każdy w czymś przegrywa. Ale nie mogę zaakceptować tego, że ktoś nawet nie próbuje.” — Michael Jordan „Twoja teraźniejszość nie musi być odbiciem Twojej przyszłości.” — Anthony Robbins      Te słowa od lat są dla mnie jak latarnia w środku burzy, kiedy serce bije tak szybko, że wydaje się, że zaraz pęknie.  Wracam do nich, kiedy wszystko we mnie krzyczy: „Nie dasz rady. Już po Tobie” .  Bo razem mówią coś, co zatrzymuje rozpacz i tchnie życie tam, gdzie wydawało się, że została tylko pustka.  Porażka? Tak, zdarza się.  Ból, strata, złe decyzje – każdy je ma.  Ale to nie znaczy, że jutro musi wyglądać tak samo. Zrozumiałem kiedyś, że nie jestem sumą moich błędów.   Że to, co mnie spotkało, może mnie ukształtować, ale nie musi mnie zatrzymać. Nawet jeśli startowałem z miejsca, gdzie było ciemno i zimno, gdzie każdy dzień był walką o oddech, nie oznaczało to, że nie mogę dojść tam, gdzie świeci światło. ...

Bo kiedy pozwalasz sobie świecić, wszystko, co fałszywe, zaczyna pękać.

Są filmy, które oglądasz i zapominasz. Są też takie, które nie chcą o tobie zapomnieć. „Trener” z 2005 roku…  Niby sportowy, niby prosty, niby historia o chłopakach z trudnych dzielnic. A jednak oglądasz go, serce bije jak oszalałe i nagle czujesz, że to nie opowieść o koszykówce. To lustro. Wezwanie. Uderzenie w miejsce, o którym zwykle mówimy: „to nic takiego”. Jest w tym filmie pytanie, które wraca jak refren. Powtarzane twardo. Cicho. Uporem, który nie daje uciec: „Czego najbardziej się boisz?” Niby banalne. A jednak takie pytania znajdują drogę tam, gdzie nie powinny — w najciemniejsze korytarze duszy. I zostają. Bo my nie boimy się porażki. Nie boimy się błędów. My się boimy… prawdy o sobie. I kiedy pod koniec pada odpowiedź — ta, którą każdy z nas podskórnie zna, ale niewielu ma odwagę wypowiedzieć: „Moim największym lękiem nie jest to, że jestem niewystarczający. Naszym największym lękiem jest to, że jesteśmy potężni ponad miarę. To nasze światło, a nie mrok, na...

Codzienne zwycięstwa, które naprawdę się liczą

  Wyobraź sobie, że każdy dzień to pole bitwy. Nie ma fanfar, nie ma oklasków, czasem nikt tego nie zauważa. A jednak – jeśli przetrwasz dzień świadomie, jeśli podejmiesz choć jeden trudny krok, jesteś zwycięzcą . Tak zaczyna się częsta historia. Poranek Marty – zwycięstwo w ciszy Budzik dzwoni o 6:45. Marta przewraca się na bok, słysząc w głowie: „Nie dzisiaj, zostań w łóżku”. Ciepło pościeli przytłacza, myśli krążą wokół pracy, obowiązków, spotkań, które wydają się nie do udźwignięcia. A jednak dziś wstaje. Zaparza kawę, siada przy stole i tworzy listę – nie ambitnych projektów, tylko realnych, małych kroków: odpowiedzieć na kilka maili, przygotować dokumenty, wyjść na krótki spacer. W drodze do pracy poczuła, jak spokój powoli wkrada się w ciało. Nie zmieniła świata, nie rozwiązała wszystkich problemów. Ale odzyskała kontrolę nad swoim dniem. To zwycięstwo – niewidoczne dla świata, ale ogromne dla niej samej. Pokonała nie zadania ani obowiązki, lecz własne poczucie bezradnoś...