Przejdź do głównej zawartości

Moja przyszłość nie jest przeciwko mnie

Pewnego dnia zrozumiałem coś, co wszystko zmieniło.

Nie w dramatyczny sposób.
Spokojnie. Głęboko. Na serio.

Zrozumiałem, że moja przyszłość nie jest przeciwko mnie.
Ona nie czeka gdzieś daleko, nie jest nagrodą dla „lepszej wersji mnie”.
Ona rodzi się każdego dnia, dokładnie tam, gdzie stoję teraz.

W tym, jak zaczynam poranek.
W tym, czy wybieram jeden mały krok zamiast odkładania życia na jutro.
W tym, czy traktuję siebie jak kogoś, komu warto kibicować.

I to jest dobra wiadomość.
Bo skoro przyszłość powstaje dziś, to dziś mam realny wpływ.
Nie muszę być gotowy.
Nie muszę być idealny.
Wystarczy, że będę obecny.

Twoja przyszłość nie jest jedną wielką decyzją.
To suma drobnych wyborów, które powtarzasz aż staną się tobą.
To nawyki, które nie krzyczą, ale działają.
To codzienne „robię”, nawet gdy nie ma fajerwerków.

Dlatego dyscyplina wygrywa z motywacją —
nie dlatego, że jest twarda, ale dlatego, że daje wolność.
Wolność od chaosu.
Wolność od ciągłego zaczynania od zera.

Rutyna nie zamyka.
Rutyna niesie.

Jest jak stały grunt pod stopami — dzięki niej możesz iść dalej, nawet gdy dzień jest przeciętny albo trudny.

A najważniejsze jest to: nie musisz sięgać wyżej niż potrafisz.
Wystarczy, że zbudujesz system, który cię nie puści.
Bo nie wznosisz się na poziom marzeń — opierasz się na tym, co robisz codziennie.

Bo jesteś ważny.

Masz granice, które chronią twoją energię.
Masz priorytety, które prowadzą cię do miejsca, gdzie jest więcej spokoju niż walki.

Życie to trening — ale trening, który ma cię przygotować na zwycięstwo, a nie złamać.
Każde powtórzenie buduje siłę.
Każdy dzień, w którym nie rezygnujesz z siebie, ma znaczenie.

Jeśli chcesz zmienić nawyki, zrób to mądrze i życzliwie:
zatrzymaj się na chwilę, gdy pojawia się impuls,
zamień stary schemat na trochę lepszy,
wybierz jedną prostą rzecz, którą zrobisz zawsze, niezależnie od nastroju.

To wystarczy. Naprawdę.

Bo zmiana nie musi boleć.
Zmiana może być procesem odzyskiwania siebie.

A jeśli dziś myślisz: „nie radzę sobie”
to znaczy, że jesteś dokładnie tam, gdzie zaczyna się rozwój.

Zrób jeden krok. Potem kolejny.

Twoja przyszłość już na ciebie pracuje. 
Wystarczy, że dziś zrobisz dla niej miejsce.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kiedy ruch uspokaja życie...

Po  kilku latach trenowania defendo wiem, że to nie tylko ciosy i kondycja. To przede wszystkim umiejętność opanowania siebie – emocji, oddechu, reakcji.  Na macie, w klubie uczę się panować nad chaosem, który pojawia się w ułamku sekundy.  To doświadczenie stało się dla mnie nieocenione w codziennym życiu, zwłaszcza że żyję z dużymi deficytami koncentracji, dla niektórych znanymi jako ADHD .  Moja głowa pędzi szybciej niż ciało, myśli skaczą w każdym kierunku.  Czasem codzienność przypomina nieustanny sparing – terminy, spotkania, projekty, zadania, ludzie… To, czego nauczyłem się na treningach, pomaga mi w pracy i relacjach z innymi. Kiedy na spotkaniu z klientem, biznesowym lub prywatnym emocje zaczynają przyspieszać, przypominam sobie, jak w walce można wyhamować chaos, złapać oddech i spojrzeć na sytuację z dystansem.  Kiedy moja uwaga rozprasza się od miliona myśli, wykorzystuję techniki skupienia na jednej czynności, na sekwencji ruchów, ciosów, któ...

Nie da się zrobić komuś „emocjonalnego RKO”

To wspomnienie wróciło do mnie nagle. W codzienności. Podczas zwykłej rozmowy w sklepie, rozmowy jakich wiele,  w poranku takim jakich wiele. I nagle – jakby ktoś otworzył we mnie stary pokój, w którym było dużo ciszy i napięcia . Kilka lat temu. Wyszedłem ze sklepu i zobaczyłem tłum ludzi. Na ziemi kobieta. Leżała bezwładnie.   Wtedy ciało zadziałało szybciej niż myśl. Uklęknąłem. Wstępne badanie. Oddechy agonalne u poszkodowanej. Dłonie ułożyły się tak, jak mnie uczono.  Rytm ucisku. Rytm, który znałem na pamięć. A może bardziej znało moje ciało, mięśnie.  Obok ktoś dzwonił, ktoś krzyczał, ktoś patrzył w panice, ktoś rozmawiał. Mężczyzna podszedł, pomogę też umiem. Ktoś przyniósł wodę.  A ja robiłem swoje. Czekałem z nią, aż przyjedzie karetka. Gdy ratownicy przejęli sytuację, wstałem i odszedłem. Pamiętam krótki powrót do domu. I długi czas, kiedy moje serce musiało nauczyć się zwalniać. Jakby emocje dopiero wtedy chciały mnie dogonić. Dopi...

Moja moneta ma dwie strony...

Czasami mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Patrzę, jak inni biegną, rozwijają się, zdobywają kolejne szczyty – zwłaszcza ci, którym sam staram się pomóc.  I wtedy pojawia się pytanie: „dlaczego oni potrafią, a ja nie?” .  To dziwne uczucie, kiedy twoi uczniowie, klienci, bliscy – ci, którym chcesz coś dać – zaczynają cię wyprzedzać. Osiągają rzeczy, które mnie samemu wciąż się wymykają.  Z jednej strony czuję dumę i radość, bo wiem, że o to właśnie chodzi.  Z drugiej – we mnie samym rodzi się cień. Porównanie .  Głos, który szepcze: „oni lepiej, szybciej, mocniej… a Ty? ”. Czasami wtedy widzę w sobie tylko to, co nie wyszło. Potrafię godzinami analizować porażki, rozkładać je na części, karmić się poczuciem winy, że mogłem inaczej, lepiej.  W takich chwilach tonę w przekonaniu, że ugrzęzłem w ciemnej stronie monety – jakby tylko ona istniała. I wtedy dzieje się coś, co mnie zatrzymuje.  Nagle przychodzi SMS. Wiadomość. Rozmowa. Ktoś napisze: „dz...