Przejdź do głównej zawartości

„To, co przed nami i to, co za nami — to drobne sprawy w porównaniu z tym, co jest w nas.”



„To, co przed nami i to, co za nami — to drobne sprawy w porównaniu z tym, co jest w nas.”

Ralph Waldo Emerson

 
Czasem kryzys przychodzi bez zapowiedzi.
A czasem dojrzewa długo, po cichu, aż w końcu budzisz się pewnego dnia i wiesz, że już nie da się tak dalej.

Nie musi boleć spektakularnie.

Częściej boli zwyczajnie.

Zmęczeniem, które nie mija po śnie.

Ciszą, w której myśli krążą bez końca.

Poczuciem, że coś się skończyło — choć nie potrafisz powiedzieć co.

I wtedy wszystko, co było „wcześniej” i wszystko, co miało być „później”, nagle blednie.

Zostaje tylko to, co jest w Tobie.

To miejsce, w którym nie da się już udawać.

Kryzys często dotyka tych, którzy długo byli silni.

Którzy potrafili ogarniać, dźwigać, nie narzekać.

Którzy nauczyli się radzić sobie sami — nawet wtedy, gdy było bardzo ciężko.
Aż któregoś dnia samotność staje się zbyt głośna.

Nie ta fizyczna.
Ta wewnętrzna.

Kiedy nie wiesz już, komu mógłbyś powiedzieć, co naprawdę czujesz.

Albo boisz się, że jeśli powiesz, to wszystko rozsypie się jeszcze bardziej.
I właśnie w tym miejscu pojawia się pytanie, które potrafi zmienić bardzo wiele.

Nie od razu.
Nie magicznie.
Ale prawdziwie.

Gdybym nie musiał być silny, czego najbardziej bym teraz potrzebował?

To pytanie nie jest zadaniem do wykonania.
Jest zaproszeniem do łagodności wobec siebie.




Może potrzebujesz odpoczynku.
Może czyjejś obecności — bez rad, bez naprawiania.
Może ciszy.

A może tylko pozwolenia, żeby przez chwilę nic nie musieć.
Niektóre odpowiedzi przychodzą od razu.
Inne potrzebują czasu.

A czasem pojawia się tylko jedno słowo albo uczucie — i to też jest w porządku.
Kryzys, załamanie, moment przejścia — jakkolwiek go nazwiesz —
rzadko jest końcem życia.

Częściej jest końcem pewnego sposobu bycia, który przestał służyć.

On nie zabiera tego, co w Tobie najważniejsze.

On odsłania to, co było przykryte zmęczeniem, oczekiwaniami i ciągłym „muszę”.

I nawet jeśli teraz jest Ci trudno w to uwierzyć,
to właśnie w takich momentach zaczyna się coś nowego.

Cicho.
Powoli.
Od środka.

Jeśli chcesz, zatrzymaj się tu na chwilę.
Zobacz, co ten tekst w Tobie poruszył.

A jeśli masz w sobie gotowość — podziel się w komentarzu jednym wrażeniem, emocją, zdaniem, które zostało z Tobą po lekturze.

Nie po to, żeby coś tłumaczyć.

Po to, żeby nie być z tym samemu.

Czasem wystarczy jedna obecna myśl,
żeby zrobiło się odrobinę jaśniej.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kiedy ruch uspokaja życie...

Po  kilku latach trenowania defendo wiem, że to nie tylko ciosy i kondycja. To przede wszystkim umiejętność opanowania siebie – emocji, oddechu, reakcji.  Na macie, w klubie uczę się panować nad chaosem, który pojawia się w ułamku sekundy.  To doświadczenie stało się dla mnie nieocenione w codziennym życiu, zwłaszcza że żyję z dużymi deficytami koncentracji, dla niektórych znanymi jako ADHD .  Moja głowa pędzi szybciej niż ciało, myśli skaczą w każdym kierunku.  Czasem codzienność przypomina nieustanny sparing – terminy, spotkania, projekty, zadania, ludzie… To, czego nauczyłem się na treningach, pomaga mi w pracy i relacjach z innymi. Kiedy na spotkaniu z klientem, biznesowym lub prywatnym emocje zaczynają przyspieszać, przypominam sobie, jak w walce można wyhamować chaos, złapać oddech i spojrzeć na sytuację z dystansem.  Kiedy moja uwaga rozprasza się od miliona myśli, wykorzystuję techniki skupienia na jednej czynności, na sekwencji ruchów, ciosów, któ...

Nie da się zrobić komuś „emocjonalnego RKO”

To wspomnienie wróciło do mnie nagle. W codzienności. Podczas zwykłej rozmowy w sklepie, rozmowy jakich wiele,  w poranku takim jakich wiele. I nagle – jakby ktoś otworzył we mnie stary pokój, w którym było dużo ciszy i napięcia . Kilka lat temu. Wyszedłem ze sklepu i zobaczyłem tłum ludzi. Na ziemi kobieta. Leżała bezwładnie.   Wtedy ciało zadziałało szybciej niż myśl. Uklęknąłem. Wstępne badanie. Oddechy agonalne u poszkodowanej. Dłonie ułożyły się tak, jak mnie uczono.  Rytm ucisku. Rytm, który znałem na pamięć. A może bardziej znało moje ciało, mięśnie.  Obok ktoś dzwonił, ktoś krzyczał, ktoś patrzył w panice, ktoś rozmawiał. Mężczyzna podszedł, pomogę też umiem. Ktoś przyniósł wodę.  A ja robiłem swoje. Czekałem z nią, aż przyjedzie karetka. Gdy ratownicy przejęli sytuację, wstałem i odszedłem. Pamiętam krótki powrót do domu. I długi czas, kiedy moje serce musiało nauczyć się zwalniać. Jakby emocje dopiero wtedy chciały mnie dogonić. Dopi...

Moja moneta ma dwie strony...

Czasami mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Patrzę, jak inni biegną, rozwijają się, zdobywają kolejne szczyty – zwłaszcza ci, którym sam staram się pomóc.  I wtedy pojawia się pytanie: „dlaczego oni potrafią, a ja nie?” .  To dziwne uczucie, kiedy twoi uczniowie, klienci, bliscy – ci, którym chcesz coś dać – zaczynają cię wyprzedzać. Osiągają rzeczy, które mnie samemu wciąż się wymykają.  Z jednej strony czuję dumę i radość, bo wiem, że o to właśnie chodzi.  Z drugiej – we mnie samym rodzi się cień. Porównanie .  Głos, który szepcze: „oni lepiej, szybciej, mocniej… a Ty? ”. Czasami wtedy widzę w sobie tylko to, co nie wyszło. Potrafię godzinami analizować porażki, rozkładać je na części, karmić się poczuciem winy, że mogłem inaczej, lepiej.  W takich chwilach tonę w przekonaniu, że ugrzęzłem w ciemnej stronie monety – jakby tylko ona istniała. I wtedy dzieje się coś, co mnie zatrzymuje.  Nagle przychodzi SMS. Wiadomość. Rozmowa. Ktoś napisze: „dz...