Przejdź do głównej zawartości

Zanim nazwiesz to porażką (dla nauczycieli i nie tylko)

Drogi Nauczycielu (i nie tylko), ten tekst jest osobisty. 

Długo zastanawiałem się, czy go ruszać, a jeszcze dłużej — jak.

Piszę go przede wszystkim do Ciebie — do nauczyciela, który każdego dnia daje z siebie więcej, niż często sam ma. Niesie odpowiedzialność, emocje, oczekiwania innych, bardzo często kosztem siebie.

Ale jeśli nie jesteś nauczycielem i czytasz te słowa — zostań. Bo zmęczenie, przeciążenie i życie w trybie „ciągle muszę być silny” nie są tylko szkolnym doświadczeniem. To ludzka historia. 

Być może także Twoja.

Nie piszę tego z boku.
Nie z teorii.
Nie z pozycji kogoś, kto „wie lepiej”.

Piszę go, ponieważ byłem w miejscu, w którym być może dziś jesteś Ty.

Przez 17 lat pracowałem w szkole.

Znam dźwięk dzwonka, który nie kończy zmęczenia.
Znam dziennik, który zostaje w głowie długo po wyjściu z budynku.
Znam klasę pełną relacji, historii, napięć i oczekiwań — i prawdę, że nauczyciel nigdy nie spotyka „jednego ucznia”. Spotyka cały jego świat.

Znam radość, kiedy ktoś nagle rozumie. I ciszę, gdy nikt nie widzi, ile to kosztowało.

Znam dumę. I znam bezradność.

Znam chwile, w których ta praca miała głęboki sens. I znam takie, w których sens znikał powoli, po cichu, bez dramatów i bez wielkich znaków ostrzegawczych.

Znam też siebie.
Zmęczonego.
Czasem bardzo.
Czasem do granic.
Czasem wypalonego — choć długo nie chciałem użyć tego słowa.

Bo nauczyciel nie męczy się tylko zadaniami.
Nauczyciel męczy się ciągłym byciem dla innych.

Jeśli czytając te słowa czujesz, że coś w Tobie się zaciska — to nie dlatego, że jesteś słaby.
Tylko dlatego, że rozpoznajesz prawdę.

Nie jesteś słabym nauczycielem.
Jesteś zmęczonym człowiekiem.

Mówię to jako ktoś, kto wstawał szybciej, niż chciało ciało.
Kto wchodził do klasy, zanim zdążył pozbierać siebie.
Kto był „ogarnięty” na zewnątrz, a w środku coraz bardziej pusty.
Kto nosił emocje uczniów, rodziców i systemu, nie mając już miejsca na własne.

Bo w tej pracy:
– relacje się nie kończą,
– odpowiedzialność nie znika po dzwonku,
– a odpoczynek bardzo często jest luksusem, na który „nie wypada” sobie pozwolić.

Były dni, kiedy kochałem tę pracę całym sercem. I były takie, kiedy nie miałem już z czego kochać.

I to było najbardziej przerażające.

Wypalenie nie zaczyna się od krzyku. Zaczyna się bardzo cicho.

Tak cicho, że łatwo pomylić je z „normalnym zmęczeniem”:

– „To tylko zmęczenie”,
– „Inni mają gorzej”,
– „Jeszcze ten rok”,
– „Muszę dać radę”.

Ja też tak mówiłem. Długo.

Aż pewnego dnia zorientowałem się, że nie żyję — tylko funkcjonuję.

Nie dlatego, że byłem złym nauczycielem.
Ale dlatego, że za długo byłem sam z napięciem, odpowiedzialnością i emocjami, które nie miały 
gdzie opaść.

Bo nauczyciel nie pracuje tylko głową.
Pracuje sobą.
Swoją uważnością.
Swoją cierpliwością.
Swoją obecnością.

To nie jest „tylko praca”. To stan permanentnej gotowości.

Wypalenie to nie brak kompetencji.
To brak miejsca, żeby oddychać.
To brak chwili, w której ktoś zapyta: „A jak Ty się masz?”

To moment, gdy:
– reagujesz szybciej, niż chcesz,
– irytują Cię rzeczy, które kiedyś były normalne,
– czujesz, że dajesz więcej, niż dostajesz,
– masz wrażenie, że powoli znikasz.

I wtedy bardzo łatwo pomylić wyczerpanie z porażką.

A to nie porażka. To sygnał.

Sygnał, że potrzebujesz odpoczynku, a nie kolejnego „ogarnięcia się”.
Że potrzebujesz relacji, w których nie musisz być silny.
Że potrzebujesz chwili dla siebie — nie jako egoizmu, ale jako warunku dalszego bycia dla innych.

I tu chcę dodać coś bardzo praktycznego: zadbanie o siebie nie musi być trudne ani wielkie.

Czasem wystarczy:
– postawić sobie granicę i naprawdę wyjść z pracy o określonej godzinie,
– zjeść spokojny posiłek bez patrzenia na telefon,
– przejść się na spacer, zamknąć oczy i wziąć kilka głębokich oddechów,
– napisać kilka zdań do siebie, co dzisiaj Cię ucieszyło,
– pozwolić sobie na drzemkę lub relaks, bez poczucia winy.

Małe rzeczy zmieniają rytm dnia. Małe chwile odpoczynku pozwalają Ci wrócić do innych 
z pełniejszą energią.

To nie luksus. To warunek, by dalej dawać innym, nie tracąc siebie po drodze.

Jeśli jesteś tu teraz i myślisz: „To jest o mnie” — to być może pierwszy raz ktoś mówi do Ciebie:
„Rozumiem. Byłem tam.”

Nie musisz dziś wiedzieć, co dalej.
Nie musisz podejmować decyzji.
Nie musisz niczego udowadniać.
Wystarczy, że nie zostaniesz z tym sam.

Możesz do mnie napisać.
Nie po gotowe rozwiązania.
Nie po ocenę.
Ale po rozmowę z kimś, kto zna szkołę od środka, kto zna zmęczenie, kto doświadczył wypalenia i wie, że z tego miejsca da się zacząć inaczej.

Czasem wszystko zaczyna się od jednego zdania:
„Już nie daję rady.”

Jeśli chcesz je powiedzieć komuś, kto naprawdę zrozumie — jestem tu.

Nie jesteś słabym nauczycielem.
Jesteś zmęczonym człowiekiem.
I to jest bardzo dobre miejsce, żeby w końcu zacząć dbać o siebie.

Z uważnością i ciepłem,
Łukasz

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kiedy ruch uspokaja życie...

Po  kilku latach trenowania defendo wiem, że to nie tylko ciosy i kondycja. To przede wszystkim umiejętność opanowania siebie – emocji, oddechu, reakcji.  Na macie, w klubie uczę się panować nad chaosem, który pojawia się w ułamku sekundy.  To doświadczenie stało się dla mnie nieocenione w codziennym życiu, zwłaszcza że żyję z dużymi deficytami koncentracji, dla niektórych znanymi jako ADHD .  Moja głowa pędzi szybciej niż ciało, myśli skaczą w każdym kierunku.  Czasem codzienność przypomina nieustanny sparing – terminy, spotkania, projekty, zadania, ludzie… To, czego nauczyłem się na treningach, pomaga mi w pracy i relacjach z innymi. Kiedy na spotkaniu z klientem, biznesowym lub prywatnym emocje zaczynają przyspieszać, przypominam sobie, jak w walce można wyhamować chaos, złapać oddech i spojrzeć na sytuację z dystansem.  Kiedy moja uwaga rozprasza się od miliona myśli, wykorzystuję techniki skupienia na jednej czynności, na sekwencji ruchów, ciosów, któ...

Nie da się zrobić komuś „emocjonalnego RKO”

To wspomnienie wróciło do mnie nagle. W codzienności. Podczas zwykłej rozmowy w sklepie, rozmowy jakich wiele,  w poranku takim jakich wiele. I nagle – jakby ktoś otworzył we mnie stary pokój, w którym było dużo ciszy i napięcia . Kilka lat temu. Wyszedłem ze sklepu i zobaczyłem tłum ludzi. Na ziemi kobieta. Leżała bezwładnie.   Wtedy ciało zadziałało szybciej niż myśl. Uklęknąłem. Wstępne badanie. Oddechy agonalne u poszkodowanej. Dłonie ułożyły się tak, jak mnie uczono.  Rytm ucisku. Rytm, który znałem na pamięć. A może bardziej znało moje ciało, mięśnie.  Obok ktoś dzwonił, ktoś krzyczał, ktoś patrzył w panice, ktoś rozmawiał. Mężczyzna podszedł, pomogę też umiem. Ktoś przyniósł wodę.  A ja robiłem swoje. Czekałem z nią, aż przyjedzie karetka. Gdy ratownicy przejęli sytuację, wstałem i odszedłem. Pamiętam krótki powrót do domu. I długi czas, kiedy moje serce musiało nauczyć się zwalniać. Jakby emocje dopiero wtedy chciały mnie dogonić. Dopi...

Moja moneta ma dwie strony...

Czasami mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Patrzę, jak inni biegną, rozwijają się, zdobywają kolejne szczyty – zwłaszcza ci, którym sam staram się pomóc.  I wtedy pojawia się pytanie: „dlaczego oni potrafią, a ja nie?” .  To dziwne uczucie, kiedy twoi uczniowie, klienci, bliscy – ci, którym chcesz coś dać – zaczynają cię wyprzedzać. Osiągają rzeczy, które mnie samemu wciąż się wymykają.  Z jednej strony czuję dumę i radość, bo wiem, że o to właśnie chodzi.  Z drugiej – we mnie samym rodzi się cień. Porównanie .  Głos, który szepcze: „oni lepiej, szybciej, mocniej… a Ty? ”. Czasami wtedy widzę w sobie tylko to, co nie wyszło. Potrafię godzinami analizować porażki, rozkładać je na części, karmić się poczuciem winy, że mogłem inaczej, lepiej.  W takich chwilach tonę w przekonaniu, że ugrzęzłem w ciemnej stronie monety – jakby tylko ona istniała. I wtedy dzieje się coś, co mnie zatrzymuje.  Nagle przychodzi SMS. Wiadomość. Rozmowa. Ktoś napisze: „dz...