Przejdź do głównej zawartości

Ciche, dziecięce „ja też bym tak chciał”.

 Kiedy byłem dzieckiem i zobaczyłem Order Uśmiechu, coś we mnie drgnęło.

Nie ambicja. Nie plan.
Ciche, dziecięce „ja też bym tak chciał”.

Potem przyszło życie.
Zwyczajne dni i trudne rozmowy. Relacje, które wymagały obecności. Bycie dla innych, często wtedy, gdy nikt nie bije braw, nikt nie daje nagród, nikt nie mówi, że to ma znaczenie. Bez strategii. Bez mapy. Bez sprawdzania, czy to się opłaca. Po prostu bycie obecnym. Dla dzieci. Z dziećmi. Naprawdę.

I po latach wydarzyło się coś, czego nie planowałem.


Dzieci przyznały mi Order Uśmiechu.
W jednej chwili wróciło to zdanie sprzed lat. To samo. Nietknięte czasem. Jakby czekało cierpliwie, aż dojrzeję do tego momentu.

Nie poczułem triumfu.
Poczułem wzruszenie. I głęboką ciszę w środku.


Bo zrozumiałem coś bardzo ważnego: marzenia nie zawsze spełniają się dlatego, że je realizujemy.

Czasem spełniają się dlatego, że żyjemy w zgodzie ze sobą.


To, że zostałem doceniony przez dzieci, było dla mnie ważniejsze niż sam order.
Bo one zobaczyły coś, czego nie da się zaplanować: relację, uważność, bycie naprawdę dla drugiego człowieka. I to właśnie to „bycie” spełniło marzenie małego chłopca, o którym dawno zapomniałem.

Pomyślałem wtedy o wszystkich ludziach, którzy czują, że „nic wielkiego” w ich życiu się nie wydarza. O tych, którzy myślą, że skoro nie mają planu, wizji, celu na pięć lat do przodu, to są w tyle. 

A prawda bywa inna. Bardziej cicha. Bardziej ludzka.

Może twoje marzenie już się spełnia – tylko jeszcze nie umiesz go tak nazwać.
Może realizujesz je, będąc dla kogoś ważnym.
Może robisz coś dobrego, nawet jeśli nikt jeszcze nie powiedział ci „dziękuję”.

Życie słucha uważniej, niż nam się wydaje.
I że to, co robisz z serca, wraca. Czasem po latach. Czasem w formie, której się nie spodziewasz.

Zatrzymaj się na chwilę.

Pomyśl o tym, czego pragnąłeś, zanim świat powiedział ci, co „wypada”.

O tym, kim chciałeś być, zanim nauczyłeś się dostosowywać.

Jeśli to w tobie drgnęło — to znaczy, że to nadal tam jest.
I że być może twoje życie już jest w drodze do czegoś ważnego, nawet jeśli jeszcze tego nie widzisz.

A jeśli chcesz zobaczyć sam moment przyznania Orderu Uśmiechu:

Jeśli po przeczytaniu poczujesz potrzebę, żeby porozmawiać — o swoim życiu, swoich marzeniach, o tym, co w tobie cicho woła — napisz do mnie.
Czasem wystarczy jedna rozmowa, żeby przestać udawać, że nie słyszysz własnego serca.

Bo marzenia naprawdę nie znikają.

One tylko cierpliwie czekają, aż w końcu odważysz się żyć po swojemu



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kiedy ruch uspokaja życie...

Po  kilku latach trenowania defendo wiem, że to nie tylko ciosy i kondycja. To przede wszystkim umiejętność opanowania siebie – emocji, oddechu, reakcji.  Na macie, w klubie uczę się panować nad chaosem, który pojawia się w ułamku sekundy.  To doświadczenie stało się dla mnie nieocenione w codziennym życiu, zwłaszcza że żyję z dużymi deficytami koncentracji, dla niektórych znanymi jako ADHD .  Moja głowa pędzi szybciej niż ciało, myśli skaczą w każdym kierunku.  Czasem codzienność przypomina nieustanny sparing – terminy, spotkania, projekty, zadania, ludzie… To, czego nauczyłem się na treningach, pomaga mi w pracy i relacjach z innymi. Kiedy na spotkaniu z klientem, biznesowym lub prywatnym emocje zaczynają przyspieszać, przypominam sobie, jak w walce można wyhamować chaos, złapać oddech i spojrzeć na sytuację z dystansem.  Kiedy moja uwaga rozprasza się od miliona myśli, wykorzystuję techniki skupienia na jednej czynności, na sekwencji ruchów, ciosów, któ...

Nie da się zrobić komuś „emocjonalnego RKO”

To wspomnienie wróciło do mnie nagle. W codzienności. Podczas zwykłej rozmowy w sklepie, rozmowy jakich wiele,  w poranku takim jakich wiele. I nagle – jakby ktoś otworzył we mnie stary pokój, w którym było dużo ciszy i napięcia . Kilka lat temu. Wyszedłem ze sklepu i zobaczyłem tłum ludzi. Na ziemi kobieta. Leżała bezwładnie.   Wtedy ciało zadziałało szybciej niż myśl. Uklęknąłem. Wstępne badanie. Oddechy agonalne u poszkodowanej. Dłonie ułożyły się tak, jak mnie uczono.  Rytm ucisku. Rytm, który znałem na pamięć. A może bardziej znało moje ciało, mięśnie.  Obok ktoś dzwonił, ktoś krzyczał, ktoś patrzył w panice, ktoś rozmawiał. Mężczyzna podszedł, pomogę też umiem. Ktoś przyniósł wodę.  A ja robiłem swoje. Czekałem z nią, aż przyjedzie karetka. Gdy ratownicy przejęli sytuację, wstałem i odszedłem. Pamiętam krótki powrót do domu. I długi czas, kiedy moje serce musiało nauczyć się zwalniać. Jakby emocje dopiero wtedy chciały mnie dogonić. Dopi...

Moja moneta ma dwie strony...

Czasami mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Patrzę, jak inni biegną, rozwijają się, zdobywają kolejne szczyty – zwłaszcza ci, którym sam staram się pomóc.  I wtedy pojawia się pytanie: „dlaczego oni potrafią, a ja nie?” .  To dziwne uczucie, kiedy twoi uczniowie, klienci, bliscy – ci, którym chcesz coś dać – zaczynają cię wyprzedzać. Osiągają rzeczy, które mnie samemu wciąż się wymykają.  Z jednej strony czuję dumę i radość, bo wiem, że o to właśnie chodzi.  Z drugiej – we mnie samym rodzi się cień. Porównanie .  Głos, który szepcze: „oni lepiej, szybciej, mocniej… a Ty? ”. Czasami wtedy widzę w sobie tylko to, co nie wyszło. Potrafię godzinami analizować porażki, rozkładać je na części, karmić się poczuciem winy, że mogłem inaczej, lepiej.  W takich chwilach tonę w przekonaniu, że ugrzęzłem w ciemnej stronie monety – jakby tylko ona istniała. I wtedy dzieje się coś, co mnie zatrzymuje.  Nagle przychodzi SMS. Wiadomość. Rozmowa. Ktoś napisze: „dz...