Jeśli przeczytałeś poprzedni tekst i coś w tobie drgnęło, wiedz, że cisza nie została na stronie.
Poszła z tobą do pokoju, do kuchni, do samochodu, na momenty, w których jesteś sam i wszystko inne milknie. Na początku była lekka, niemal przyjemna. Ale potem zaczęła się odzywać – nie słowami, nie pytaniami, które można łatwo zignorować.
Ona pokazuje, co od dawna próbowałeś przykryć.
Pojawia się napięcie w ciele, ledwo uchwytne. Oddech staje się krótszy, serce przyspiesza. Czujesz, że coś w środku się porusza.
I wtedy pojawia się chęć ucieczki. Odruchowa, natychmiastowa: sięgasz po telefon, włączasz telewizor, scrollujesz feed. Szukasz czegoś znajomego, co zagłuszy to, co właśnie się obnażyło.
To nie jest przypadek. Cisza uderza w twoją prawdę. W to, kim jesteś naprawdę, gdy nikt nie patrzy.
W to, czego od dawna nie przyznałeś, bo było niewygodne, bolesne albo wstydliwe.
I w tym momencie hałas staje się pozornym ratunkiem. Nie dlatego, że jest lepszy.
Nie dlatego, że jest przyjemny.
Tylko dlatego, że chroni cię przed tym, czego nie chcesz poczuć.
Niektórzy ludzie boją się ciszy bardziej niż cierpienia. Cierpienie ma granice. Możesz je opisać, możesz narzekać, możesz je ignorować.
Cisza nie.
Ona wnika w ciało, w serce, w myśli.
Pyta: „Dlaczego żyjesz tak, jakbyś nie miał prawa się zatrzymać?”
„Kim jesteś, gdy nikt nie patrzy?”
„Dlaczego pozwalasz na życie, które nie jest twoje?”
To pytania, które zostawiają Cię nagiego, bez ucieczki, jeśli tylko dasz im chwilę.
Wtedy wielu ludzi się wycofuje. Włącza hałas, szuka ruchu, rozmowy, działania. To jest odruch. Mechanizm ochronny.
Ale jeśli przyjrzysz się temu uważnie, zobaczysz, że nie uciekasz od ciszy.
Uciekasz od tego, co cisza o tobie powiedziała.
Od momentu, w którym poczułeś prawdę w ciele, w którym zobaczyłeś, że twoje życie jest inne niż to, co udajesz.
Ale cisza nie przestaje działać. Ona wraca w drobnych impulsach: w oddechu, w chwilach, gdy nikt nie patrzy. I nagle, między jednym oddechem a drugim, pojawia się subtelny impuls:
„Nie musisz niczego naprawiać. Możesz po prostu poczuć”.
Wtedy cisza staje się sprzymierzeńcem. Nie daje rozwiązań, nie uspokaja, nie pociesza. Pokazuje tylko, gdzie wciąż trzymasz maski i jakie części siebie ignorujesz.
Czasem wstajesz i wracasz do hałasu. I to nie jest porażka. To mechanizm ochronny, który pozwala ci przetrwać.
Ale jeśli zauważysz ten ruch, staje się on świadomy. Widzisz granice, widzisz momenty, w których uciekasz od prawdy, widzisz siebie w całej nagiej autentyczności, zanim włączysz kolejny ekran, zanim rozpoczniesz kolejną rozmowę, zanim znowu coś zrobisz, żeby zagłuszyć ciszę.
Cisza nie daje spokoju. Nie podaje gotowych odpowiedzi. Nie uspokaja.
Ale kiedy nauczysz się jej słuchać, staje się lustrzanym przewodnikiem, który pokazuje ci, co naprawdę dzieje się w tobie, kiedy wszystko inne milknie.
I w tym milczeniu, między jednym oddechem a drugim, rodzi się coś dziwnego, mocnego i niewygodnego: świadomość, że możesz być prawdziwy, zanim znowu włączysz hałas.
To, czego cisza nie zabiera – i co możesz zyskać
Cisza zabiera iluzje. Zabiera role, w których było ci wygodnie. Zabiera narracje, które chroniły cię przed pytaniami.
Ale cisza nie przychodzi po to, żeby cię zniszczyć. Gdyby tak było – już dawno byś się rozpadł. Cisza przychodzi, bo coś w tobie jest wystarczająco żywe, żeby wytrzymać prawdę.
To, co czujesz jako lęk, często nie jest strachem przed pustką. To jest strach przed własną zdolnością widzenia. Bo w ciszy, po raz pierwszy od dawna, przestajesz reagować automatycznie. Nie robisz. Nie ratujesz. Nie poprawiasz. Zaczynasz zauważać.
I to właśnie jest moment przełomowy. Moment, który nie wygląda jak triumf, ale jest początkiem czegoś nowego.
To jest pozytyw, który ma w sobie moc: napięcie w ciele nieco puszcza, nie dlatego, że znalazłeś odpowiedzi, ale dlatego, że przestałeś z nimi walczyć. Pod strachem nie ma pustki – jest energia, która przez lata szła na ucieczkę, dostosowywanie się, bycie potrzebnym, „w porządku”, silnym. Teraz jest dostępna dla ciebie.
Cisza staje się sprzymierzeńcem – nie miła, nie uspokajająca, ale dająca dostęp do siebie.
Nie daje planu, nie daje gotowej tożsamości, ale oddaje prawo do powolności, niepewności i własnego tempa. A to jest coś, czego hałas nigdy nie robił.
Jeśli po przeczytaniu tego poczułeś ciężar, to było uczciwe.
Ale jeśli poczujesz cichy spokój bez ulgi, delikatne „aha” bez euforii, poczucie, że nie musisz już uciekać tak szybko – to znaczy, że cisza zrobiła dokładnie to, po co przyszła. Nie zabrała ci życia. Zabrała tylko to, co nie było twoje.
Jeśli czytając te słowa poczułeś w sobie drżenie, że może jest coś, czego od dawna nie chciałeś zobaczyć… jeśli poczułeś, że cisza zaczyna podsuwać pytania, na które nie wiesz odpowiedzi – nie jesteś sam.
Nie musisz od razu wiedzieć, co z tym zrobić. Nie musisz „rozwiązywać wszystkiego” od razu. Możesz po prostu porozmawiać z kimś, kto rozumie, co cisza robi z ciałem i umysłem. Kto nie zagłuszy, nie poucza, ale pozwoli Ci zobaczyć, co w tobie naprawdę jest.
Jeśli chcesz, możesz napisać do mnie. Możemy razem przyjrzeć się temu, co cisza w tobie wywołała – twoim strachom, twoim ucieczkom, ale też energii, która czeka, żebyś ją w końcu poczuł.
Nie potrzebujesz w tym hałasu. Nie potrzebujesz porad, które nic nie zmieniają. Potrzebujesz kogoś, kto pomoże ci spojrzeć w ciszę i wyjść z niej zrozumieniem i siłą, zamiast w lęku i ucieczce.
Jeśli poczułeś, że ten tekst coś w tobie ruszył – napisz do mnie. Zacznijmy od ciszy, która może stać się sprzymierzeńcem, a nie wrogiem.

Komentarze
Prześlij komentarz