Przejdź do głównej zawartości

Zima...

 


Bardzo lubię śnieg.
Taki, który przykrywa wszystko. Brzydotę, bałagan, ślady po tym, co było zaniedbane i porzucone. Pod śniegiem świat wygląda spokojnie. Jakby był poukładany. Jakby nic nie bolało. 

A przecież pod bielą zawsze kryje się chaos, który tylko czeka, aż przyjdzie wiosna.

I czasem myślę, że dokładnie tak wygląda nasze życie.


Nakładamy warstwy. Jedną na drugą. Uśmiech. Ogarnianie się. Radzenie sobie. 

Bycie „tym w porządku”. Robimy to latami, aż w końcu sami zaczynamy wierzyć, że tak już musi być.

I ostatnio dotarło do mnie coś bolesnego: ile ja mam w sobie takiego śniegu.


Ile warstw „ogarniętego mnie”, „radzącego sobie mnie”, „takiego, którego da się lubić”, pod którymi chowam zmęczenie, wstyd, lęk i to ciche pytanie:
jak długo jeszcze dam radę tak żyć?

Bo życie bardzo rzadko rozpada się nagle.
Ono pęka powoli. Cicho. Po trochu.


W drobnych zgodach na to, czego nie chcemy. W przemilczanych granicach. W relacjach, które trwają tylko dlatego, że boisz się zostać sam. W zmęczeniu, które nazywasz normalnością.

Przyznam Ci coś…
Były momenty, kiedy sam czułem, że topnieję w tym śniegu. Że każdy dzień to kolejne warstwy udawania i próby bycia „do zaakceptowania”. 

Bałem się powiedzieć komukolwiek, że nie daje rady. 

Bałem się spojrzeć w lustro, bo wiedziałem, że zobaczę tam nie mnie, a wersję mnie stworzoną dla innych. 

I dopiero, kiedy odważyłem się porozmawiać z kimś, przyznać przed sobą, co naprawdę czuję, poczułem pierwszy oddech wolności. 

Pierwszy śnieg zaczął topnieć – i nie był już straszny, tylko oczyszczający.

Nie musisz tonąć w tym sam. Nie musisz czekać, aż wiosna życia odkryje wszystko naraz i przygniecie Cię ciężarem, którego nie dasz rady udźwignąć. Możesz zacząć od jednej rozmowy. Od jednego kroku.

Jeśli ten tekst coś w Tobie porusza, jeśli poczułeś, że też masz w sobie ten śnieg… napisz do mnie, zadzwoń, odezwij się. Nie po to, żeby ktoś zrobił to za Ciebie, ale po to, żebyś nie musiał zmagać się z tym sam. Żebyśmy mogli razem przepracować to, co ukryte, nazwać emocje, postawić granice i zacząć budować życie, które będzie Twoje, a nie tylko akceptowalne dla innych.

Nie czekaj, aż wszystko wymknie się spod kontroli.
Nie chowaj się pod śniegiem.
Zacznij dziś. Porozmawiaj. Zrób pierwszy krok – zanim wiosna życia odkryje wszystko naraz.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kiedy ruch uspokaja życie...

Po  kilku latach trenowania defendo wiem, że to nie tylko ciosy i kondycja. To przede wszystkim umiejętność opanowania siebie – emocji, oddechu, reakcji.  Na macie, w klubie uczę się panować nad chaosem, który pojawia się w ułamku sekundy.  To doświadczenie stało się dla mnie nieocenione w codziennym życiu, zwłaszcza że żyję z dużymi deficytami koncentracji, dla niektórych znanymi jako ADHD .  Moja głowa pędzi szybciej niż ciało, myśli skaczą w każdym kierunku.  Czasem codzienność przypomina nieustanny sparing – terminy, spotkania, projekty, zadania, ludzie… To, czego nauczyłem się na treningach, pomaga mi w pracy i relacjach z innymi. Kiedy na spotkaniu z klientem, biznesowym lub prywatnym emocje zaczynają przyspieszać, przypominam sobie, jak w walce można wyhamować chaos, złapać oddech i spojrzeć na sytuację z dystansem.  Kiedy moja uwaga rozprasza się od miliona myśli, wykorzystuję techniki skupienia na jednej czynności, na sekwencji ruchów, ciosów, któ...

Nie da się zrobić komuś „emocjonalnego RKO”

To wspomnienie wróciło do mnie nagle. W codzienności. Podczas zwykłej rozmowy w sklepie, rozmowy jakich wiele,  w poranku takim jakich wiele. I nagle – jakby ktoś otworzył we mnie stary pokój, w którym było dużo ciszy i napięcia . Kilka lat temu. Wyszedłem ze sklepu i zobaczyłem tłum ludzi. Na ziemi kobieta. Leżała bezwładnie.   Wtedy ciało zadziałało szybciej niż myśl. Uklęknąłem. Wstępne badanie. Oddechy agonalne u poszkodowanej. Dłonie ułożyły się tak, jak mnie uczono.  Rytm ucisku. Rytm, który znałem na pamięć. A może bardziej znało moje ciało, mięśnie.  Obok ktoś dzwonił, ktoś krzyczał, ktoś patrzył w panice, ktoś rozmawiał. Mężczyzna podszedł, pomogę też umiem. Ktoś przyniósł wodę.  A ja robiłem swoje. Czekałem z nią, aż przyjedzie karetka. Gdy ratownicy przejęli sytuację, wstałem i odszedłem. Pamiętam krótki powrót do domu. I długi czas, kiedy moje serce musiało nauczyć się zwalniać. Jakby emocje dopiero wtedy chciały mnie dogonić. Dopi...

Moja moneta ma dwie strony...

Czasami mam wrażenie, że stoję w miejscu.  Patrzę, jak inni biegną, rozwijają się, zdobywają kolejne szczyty – zwłaszcza ci, którym sam staram się pomóc.  I wtedy pojawia się pytanie: „dlaczego oni potrafią, a ja nie?” .  To dziwne uczucie, kiedy twoi uczniowie, klienci, bliscy – ci, którym chcesz coś dać – zaczynają cię wyprzedzać. Osiągają rzeczy, które mnie samemu wciąż się wymykają.  Z jednej strony czuję dumę i radość, bo wiem, że o to właśnie chodzi.  Z drugiej – we mnie samym rodzi się cień. Porównanie .  Głos, który szepcze: „oni lepiej, szybciej, mocniej… a Ty? ”. Czasami wtedy widzę w sobie tylko to, co nie wyszło. Potrafię godzinami analizować porażki, rozkładać je na części, karmić się poczuciem winy, że mogłem inaczej, lepiej.  W takich chwilach tonę w przekonaniu, że ugrzęzłem w ciemnej stronie monety – jakby tylko ona istniała. I wtedy dzieje się coś, co mnie zatrzymuje.  Nagle przychodzi SMS. Wiadomość. Rozmowa. Ktoś napisze: „dz...